środa, 8 sierpnia 2012

40.Nie wszystko idzie po myśli.

40 notka, 40 obserwatorów. Imponujące! A ty wszystko dzięki Wam, kochani czytelnicy *puszcza oczko*. Bez czytelników bloga(raczej)by nie było.

Czy wasze też są tak strasznie niegrzeczne?

Nie? Psiak mądry, ale mądrość mądrością.....A co z posłuszeństwem? Zrobiła się ostatnia bardzo niegrzeczna, ciekawi mnie jaka będzie po moim powrocie z tygodniowych wakacji nad morzem(jadę piętnastego). Nie słucha się, nie zwraca na mnie uwagi, nie zawsze przychodzi na zawołanie. Nie daje się jej wziąć na kolana i zwyczajnie pogłaskać. Zdenerwowana, postanowiłam pokazać tą wredniejszą wersję siebie i okazać trochę czułości Fikusiowi....na oczach Kudłacza. Mamy w pokoju takie okno-drzwi, jakby na balkon, ale żadnego balkonu nie ma i w najbliższym czasie zapewne nie będzie. Ulubione miejsce Psotki. Przesiaduje tam całymi dniami i obserwuję, często szczeka i warczy na Pusię - dachowca mojej cioci. I tu akurat się z Psocią zgadzam, sama zbytnio nie przepadam za kotami, ale jakoś udaję mi się tolerować ich obecność(chociaż i tak z Pusią mamy na pieńku, i ja, i Psotka). Usiadłam na ławce pod namiotem i zawołałam Fikusia. Jego reakcja była natychmiastowa, przybiegł i wskoczył mi na kolana. Głaskałam, on się przymilał, ocierał łapkami, a ja drapałam go za uchem. Przyjrzałam się jemu dokładnie - uszom, długości pyska, oczom i tak dalej. Przypomina on mi jakąś rasę w zminiaturyzowanej wersji...tylko za Chiny nie wiem jaką! Spojrzałam na okno. Psotka leżała i patrzyła się. Na mnie i na Fikusia. I co? Merdała ogonem, ale nie w jakiś zdecydowany sposób. Lekko, jej puchaty i skołtuniony ogon kiwał się na boki.
Krok w krok
Wstałam, Fikuś zeskoczył z ławki. Przeszłam parę kroków, on za mną. Pamiętam, jak moja mam kilka dni temu szła po naszym podwórku, a Fikuś za nią. Przyglądałam się im z uwagą. Fikuś szedł za nią krok w krok, dokładnie w tym samym tempie, a gdy ona przystawała na chwilą, on również. Powiedziałam o tym mamie, spojrzała w tył, a Fikuś zamerdał ogonem. Mama przeszła kilka kroków, Fikuś też, mama stanęła - on też. I tak kilka razy! Dokładnie, w tym samym tempie, nogi stawiali w tym samym rytmie, jakby po jakimś treningu czy coś. Szedł za moją mamą jak zaczarowany. Wiem, że moja mama darzy go sympatią. Chciałabym, żeby moja relacja z Psocią wyglądała podobnie, nawet lepiej.
A Psotka?
Dobra, koniec, wracamy do naszej historii. Fikuś pognał do bramy(musi przecie pilnować domu), a ja pobawiłam się frisbee i hula-hop. Psotka przyglądała mi się z uwagą, nawet w chwili pisania tego postu Psotka gapi się w podwórkową przestrzeń przez okno - to jej takie jakby "okienko na świat". Sądzę, że jej wzrok skierowany na mnie nie był niczym niezwykłym, pies po prostu patrzy się na to, co aktualnie dzieje się na podwórku. A może jednak się mylę? Dziękuję jej za towarzystwo, za to, że chce się ze mną bawić, ale nie dziękuję za to, że zwykle kiedy ja mam ochotę na wspólne spędzenie czasu, ona ma mnie gdzieś. Wiem, że ma braki w wychowaniu, nawet spore, ale byłam tylko głupim dzieckiem. Nie da się jej normalnie uczesać. Ze trzy godziny temu robiłam jej kucyka, po pewnym czasie kolejnego, za chwilę trzeciego. Jak myślicie, czy ma go nadal na głowie? Oczywiście, że nie. Nawet nie wiem, gdzie jest ta frotka. Gdy próbuje się ją rozczesać, atakuję i gryzie. Powiem szczerze, że ten pies ma nawet bardzo dobrą ofensywę, ale to przecież nie jest pies obronny! Ma masę kołtunów, zaropiałe oczy i ogółem jest zapuszczona, ale nie mam w tej chwili nikogo, kto mógłby mi pomóc chociaż ją przetrzymać przy pielęgnacji. Gdybym miała drugi raz wybierać, nie wybrałabym tej rasy. I to głównie ze względu na pysk*, nawet nie sierść i charakter, przecież kocham Psotkę, a czasu się nie cofnie.... Nie tylko uszy, ogon też jest w opłakanym stanie. gdybym miała możliwość, poszłabym z nią do fryzjera, teraz i już. Szkoda mi by było tylko zbieranej kasy, no ale nie powiecie, że korzyści byłyby lepsze, nawet tymczasowo niż kolejna gra na DS'a(<3 pokemony!). No, ale jednak nie mam takiej możliwości, i mama raczej by mi nie pozwoliła. Powiecie, że byłoby to pójście na łatwiznę, ale co ma zrobić zniecierpliwiona nastolatka posiadająca jeden grzebień(tak, o zgrozo, tylko jeden!) i żadnej odżywki... No i oczywiście żadnej pomocy? Oczywiście, psa powinno się też uprać. Kompletnego pojęcia nie mam, jak pani Agnieszka i jej koleżanka radzą sobie z Psotką, a potem mówią, że była bardzo grzeczna..."Jak te panie to robią? Na te pytania i inne nadal nie mam odpowiedzi...
Zżerała mnie zazdrość, choć raczej nie powinnam dopuszczać się tak okrutnego uczucia i w ogóle się do niego przyznawać, gdy czytałam bloga Agi "Po prostu Axelek". Pamiętam nasze rozmowy na howrse i te sformułowanie "domowe agility z poduszek". Agnieszka kupiła ostatnio tor do agility, i psiak się słuchał. I jest tej samej rasy.....Też bym tak chciała. Wiem, że to wyniki ciężkiej pracy. Ale je chyba po prostu nie potrafię ciężko pracować. Nie.

pysk* - ST posiadają bardzo krótki pyszczek, "po patelni", przez co bardzo się męczą podczas zabawy, spacerów i biegania na świeżym powietrzu. Posiadają również te wielkie, piękne i ropiejące oczy, oraz włosy, które ciągle to tych oczu im wchodzą.

Najdłuższy post w mojej karierze?

13 komentarzy:

  1. Jestem czterdziestą obserwatorką :P
    Możliwe że Psotka ma po prostu taki charakter, jest niezależna (widzę to u moich psiaków, Mika chodzi krok w krok ze mną, a Majka jest właśnie bardziej niezależna, choć czasami mocno okazuje zazdrość).
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, Kawa. Gdy czytałam Twój post, to miałam wrażenie, że czytam post o sobie i Pusi. Mam z nią identyczne problemy! Często nie przychodzi na zawołanie, ignoruje mnie, nie chce się ze mną bawić, nie daje się czesać. Również mam problemy z jej pyszczkiem (ach, te ropiejące oczka!). Gdybym teraz wybierała rasę swojego przyszłego pupila, na pewno nie wzięłabym yorka (w sumie to była decyzja moich rodziców). Co nie zmienia faktu, że kocham Punię. I mam wyrzuty sumienia, że tak myślę. Przecież uwielbiam ją za jej wybryki, za nieposłuszeństwo, za ropiejące oczka i nawet (o, zgrozo!) za jej antypatię do grzebienia i szczotki. Niestety, nie mam kogoś, kto mógłby mi ją przytrzymać podczas czesania.
    Jakiś czas temu zabraliśmy Punię do fryzjera. Miła pani była bardzo cierpliwa i ręcznie (!) obcięła jej piękne, splątane kosmyki. Trwało to chyba ze 3 godziny, miałam wątpliwą przyjemność być przy tym, przytrzymywać Punię, bo za żadne skarby nie chciała spokojnie stać na stole. Ale było warto. Teraz Pufka ma dość krótką sierść i nie ma żadnych problemów z jej rozczesywaniem. Teraz wystarczy kilka pociągnięć szczotką i wszystko jest w najlepszym porządku!
    Prawda. Został problem ropiejących oczek. Ale Punia nie daje mi nawet przemyć brudnych okolic wacikiem (po prostu na mnie warczy). Więc, póki co, nawet nie próbuję wyciąć tych włosów, które wchodzą jej do oczu.
    Kilka dni temu udało mi się jednak skrócić jej sierść na przednich łapach (tak, zdążyła odrosnąć po wizycie u fryzjera). Zrobiłam to zupełnie sama! I nie maszynką do golenia, jak radziła mi mama. Nie poszłam też na łatwiznę ze zwykłymi nożyczkami. Użyłam specjalnych nożyczek do stylizacji, które okazały się być zepsute. Mogłam je "rozdziawić" na mniej niż centymetr, inaczej się zacinały. Żeby było jeszcze trudniej, Punia bała się tych nożyczek i musiałam ją cały czas uspokajać, by nie zeskoczyła ze stołu (bo gdy ją czeszę, zawsze siedzi na stole, żeby było mi choć troszeczkę łatwiej). Ale udało mi się. I jest całkiem nieźle, tak sądzę.
    Żałuję, że kiedyś nie dałam Pusi dobrego wychowania. Ale co mogła zrobić siedmioletnia dziewczynka, która dostała swojego pierwszego w życiu psa? Przecież małe dzieci nie mają nawet posłuchu u psów! Czemu moi rodzice nie wzięli sprawy we własne ręce? Czy naprawdę uważali, że to ja powinnam się wtedy tym zająć? A oni tylko ją rozpieszczali, pozwalali na wszystko. No, ale czasu się nie cofnie...

    Jednak pamiętaj, Kawa: nie zrażaj się niepowodzeniami, bądź uparta jak Psotka! Jeśli raz się nie udało jej rozczesać, spróbuj drugi raz, trzeci, dziesiąty, aż do skutku. Bo w końcu musi się udać.
    Punia ma 7 lat, a ja wciąż ją uczę. A przynajmniej staram się. I wierzę, że to ma sens.

    No i słówko na koniec - świetna notka, wielokrotnie uśmiechałam się, czytając ją! Podziwiam Cię, że masz tyle wytrwałości i uporu, by prowadzić ten blog, że wciąż masz pomysły na nowe, zabawne i ciekawe notki. Oby tak dalej, Kawusiu! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nie masz powodów do zazdrości, bo my to tak tylko amatorsko. A poza tym Axelek wcale nie jest tak posłuszny, jak może się wydawać. Ostatnio w komentarzu u mnie napisałaś, że też masz jakiś fajny pomysł. Zrealizuj go! Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy pies ma swój charakter ;) A pomysł superr! Trzymamy łapki, hehh ;) I również życzę miłego końca wakacji ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdrośnica ;)
    Bardzo ładna z niej psinka :)
    Pozdrawiam i życzę miłych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładne zdj^^
    Chciałabym cie również przeprosić za to że nie mogłam wejść na twojego bloga z powodu zepsutego neta.:(.Jeszcze raz bardzo przepraszam.Mam nadzieje że mimo to wejdziesz do mnie na bloga.
    Drops sie stęsknił ;)
    Dropsikowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Racja, każdy pies ma swój charakter i będzie miał swoje jakieś zachcianki... ;P
    Powoli, po trochu musisz z nią jakoś to ogarnąć.! ;)
    A wiem ,że Ci się to uda, bo trzeba być twardym i nie poddawać się, musisz trochę popracować nad tym abyś była bardziej poważna dla Psotki i nie dawała za wygraną.
    Na pewno dasz radę! ;) Tylko no trzeba to trochę opanować i zabrać się do pracy nad Psotką ! ;)

    Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Co racja, to racja :)
    Fajny post ;P

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś mi się wydaje, że brak Ci zdecydowania. Patrzenie, jak inni dobrze sobie radzą z psami może być albo dołujące, albo motywujące. Tobie tej motywacji właśnie brakuje. Wmawianie sobie, że "ktoś potrafi, a mnie jest tak ciężko i w ogóle nic z tego nie będzie" do niczego nie doprowadzi. Więc pozostaje Ci ukierunkować się bardziej optymistycznie ("o, ta osoba ma fajną więź z psem, też spróbuję to osiągnąć"), a jeśli to jest za trudne - chwilowo zamknąć się na to, co robią inni i skupić się na pracy z pupilem.
    Poza tym nie ma związków otoczonych jedynie tęczą. Takich ludzo-psich także. Zawsze znajdzie się jakiś problem, nawet przy superinteligentnym psisku i doświadczonym właścicielu.
    Praca z jakimkolwiek zwierzęciem ma być sama w sobie przyjemnością. By do tego doprowadzić, musisz myśleć pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja myślę pozytywnie. Miałam chwilowego doła ale już mi przeszło. Ale coś mi się wydaję, że..

      Usuń
    2. Po tym poście widać, jakbyś próbowała wyrzucić z siebie wszystkie dręczące Cię fakty. Ale trzeba czasem ponarzekać. ;) Wiadomo, że kiedyś kończy się cierpliwość. Ważne, żeby potem umieć się pozbierać.
      Bierz psa pod pachę i do roboty. :)

      Usuń
  10. hej ;* masz super bloga, piszesz ciekawe posty no i świetny pies.mam pytanie, mogłabyś w jakimś poście wspomnieć o moim blogu?bo wiesz założyłam , bloga dopiero dziś, i chcę jakoś wybrnąć, pomożesz?z góry dzięki,

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo zapraszam do mnie :) pamietnikluny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz komentarz. Najpierw przeczytaj uważnie post, a potem zadawaj pytania. Nie reklamuj się i nie spamuj.